Blog
Felietony

Nie lubię poniedziałków

Autor: Mario
Branża: produkcja/obróbka drewna 

Dzień jak co dzień, na zegarku piąta piętnaście, wymykam się z domu, by nie obudzić żony i dzieci, pod osłoną nocy mknę do samochodu, w powietrzu czuć zapach spalonych wiórów z fabryki, w której pracuję, krótka podróż, która zawsze przebiega spokojnie daje mi czas na przemyślenie tego, co mogło się wydarzyć, gdy nie było mnie w zakładzie, może znów któryś ciąg stoi, bo jakiś pracownik wykonał sabotaż pod osłoną nocy, by zrobić sobie dłuższą przerwę i móc skryć się gdzieś na terenie działu i przespać kilka godzin, lub drukarze nie potrafią, lub specjalnie im się nie śpieszy, by dobrać kolor produktu pod zlecenie tak, aby inna zmiana odpowiadała głową za kolor, tym razem nie uwierzę im na słowo, że kolor jest idealny,  bo znów wróci do nas 150 palet, które znów trzeba będzie sprzedać o 25 % taniej lub co gorsza spalić jako odpad, ponownie musiałbym świecić oczami przed innymi, Boże chciałbym, żeby to był spokojny dzień…

Ochroniarze informują mnie na bramie, że żaden z pracowników mojego działu na zmianę nocną nie przyszedł pod wpływem alkoholu, dobra wiadomość na samym początku, może noc przebiegła bezawaryjnie?
Nie ma co się pocieszać w sumie, zaraz przychodzi poranna zmiana, tu może się zdarzyć jakiś inteligent, oby nie, ile razy można popełniać ten sam błąd i później świecić oczami, jak dziecko w podstawówce.

Wchodzę przez magazyn, sprawdzimy czy dział pakowania nie śpi, z oddali słychać chodzącą jak opętaną maszynkę do spinania  taśm, moim oczom ukazuje się kierowca wózka widłowego, który z chirurgiczną precyzją ściąga palety na szybkim biegu, para pracowników spina palety w locie, ciężkie kołki latają w powietrzu, jakby to były lekkie zapałki o długości 1.8 metra. Podziwiam tych chłopaków, mogliby trenować polskich olimpijczyków.
Lecz ten widok mnie nie zaskakuje, pewnie cały dział produkcji i pakowania wraz z wózkowym spał między 2 a 4 w nocy a później wszyscy nadrabiali w szaleńczym tempie, by zdążyć wyrobić normę do rana, niech zgadnę, czujka licząca i rejestrująca ilość wyprodukowanych płyt jest zasypana kurzem, tak, aby nie była w stanie funkcjonować poprawnie i znów im się upiecze.

Przechodząc przez dział pakowania w oddali widzę wzmożony ruch pracowników, wiedzą że już jestem na miejscu, wszyscy witają mnie pięknym "dzień dobry" lecz dobrze wiem, że w głębi myślą co innego, ostatnie przymusowe nadgodziny na pewno popsuły im trochę krwi, ale co zrobić, ich zachowanie wzbudza we mnie podejrzenie, jakby coś było nie tak, dochodzę do trzeciego ciągu, powinien iść, mamy pilne zlecenie do wykonania z złożonymi wzorami i kolorami a on stoi, serce zaczyna bić szybciej, nerwy narastają i czuję że wybuchną gdy wejdę przez drzwi by zobaczyć co dzieje się na ciągu oznaczonym numerem 3.
Makabra... na podłodze pełno materiału, pod walcami nanoszącymi ogromna kałuża powstała z mieszanki barwników, lakierów i acetonu którym próbowano uporać się z brudem, porozrzucane skrawki materiału nasączone mieszaniną z posadzki leżą wszędzie, boje się iść  dalej, bo wiem że dalej jest jeszcze gorzej, cały ciąg zablokowany, materiał zniszczył doszczętnie dwa walce nanoszące , obok suszarni na ciągu ślady sadzy, czuję kłucie serca... , na początku ciągu grupa 5 osób obsługujących ciąg plus czterech pakowaczy stara się uprzątnąć materiał zalegający na ciągu, to jest niemożliwe, by wykonać taką blokadę, w tej sekundzie wiem że dziś będę na ustach całego zakładu, znów wytykany palcami, znów obwiniany za to że pracownicy chcieli sobie zrobić dłuższa przerwę i nadgonić z rana by wykonać normę, a ja przez to że nie mogę im tego udowodnić zostanę jak zwykle zbesztany przez przełożonych, brygadzista z przerażeniem i wzrokiem mówiącym "to nie moja wina" próbuje mi wcisnąć  bajkę o tym jak doszło do tak potężnej blokady, domyślam się że widzi w moich oczach zdenerwowanie, nie mówię do niego nic, wysłuchuję jedynie co ma do powiedzenia i zmierzam prosto do biura, za cztery minut powinienem oficjalnie rozpocząć pracę  a już mam chęć stąd wybiec, sprawdzam pocztę, przełożony pisze z zapytaniem jak idzie produkcja na ciągu trzecim, gdyż to zlecenie jest bardzo ważne, musi zostać wykonana na czas bez jakichkolwiek błędów, chciałbym rozpłynąć się w tej chwili w powietrzu, wybija godzina 6:00, oficjalnie zaczyna się piekło za które odpowiadam ja...

Powyższa praca brała udział w konkursie "Dzień z życia logistyka".

Bądźmy w kontakcie

Facebook LinkedIn