|
ARTYKUŁY FELIETONY
|
Z przyjemnością prezentujemy artykuł Pana Konrada Grondka - jednego z Laureatów naszego konkursu:„Logistyka wzloty i upadki – o planowaniu praktycznie”.
Na pytanie: co produkować, jest tylko jedna odpowiedź.(redakcja tekstu: Bogusz Dworak)
Pełnię funkcję kierownika produkcji, ale de facto jestem odpowiedzialny za wszystko! – opowiadał żonie po pierwszych dniach pracy. Nowe produkty jeszcze nie są gotowe do produkcji, dopiero w fazie serii próbnych, a na placu tylko stare modele, których nikt już nie chce kupować. Partie produkcyjne wynoszące 50 sztuk, 20 typów produktów finalnych, a przerób miesięczny wynosi tylko 150 sztuk!!! Operator, który wykonuje pierwsze operacje na wszystkich modelach wziął sobie tydzień wolnego, ale zbudował bufor półproduktów, które w ogóle nie są potrzebne! Co więcej – wystarczy ich na tydzień przerobu po jego powrocie. Dział handlowy, jakby zatrudniony wczoraj, nie zważa na nic i każdą modyfikację standardowego produktu potwierdza Klientom bez najmniejszego sprzeciwu – to w lewo, to w prawo, to sterowanie po lewej stronie, to w kolejnym na prawo – wariatkowo. Ale chyba na wyprodukowanie takich udziwnień masz trochę więcej czasu? – pytała Ania. Ja? Ja mam kilka dni, bo dział handlowy trzyma specyfikacje przez 3 tygodnie, a kiedy trafia ona do mnie – tłumaczył Piotr – to wraz z żądaniem natychmiastowej realizacji, bo w ofercie podali, że maksymalny czas realizacji to cztery tygodnie! Dotychczas Dyrektor zakładu biegał za każdym takim „specjalnym” i „przepychał” przez proces. Jak zapomniał, to taki PW stał nawet miesiąc, dopóki Klient się o niego nie upomniał. Poza tym spawacze na montażu końcowym są rozliczani akordowo, ale by cokolwiek zrobić, facet musi chodzić 6 kilometrów!! Ma jeszcze szczęście jak znajdzie wszystkie części i skończy wyrób! – Piotr kiwał głową z niedowierzaniem. Ania pocieszała go: masz tyle roboty, że nie wiadomo w co ręce włożyć – dlatego trzymaj dłonie w kieszeni, kochanie. W jakiś magiczny sposób muszę szybko zwiększyć przerób i zacząć produkować. Tylko co mam produkować? – Piotr zastanawiał się w drodze do pracy. Dział handlowy nic mi nie podpowie. W firmie nie ma prognoz, nie ma nawet danych historycznych! Jak przychodzi zamówienie na standardowy produkt, bez przeróbek, to dystrybutor chce, by był dostarczony w ciągu kilku dni. Gdyby to był jeden PW to jeszcze dałoby się go przepchnąć przez produkcję, ale nie kilka, albo kilkanaście. Muszę mieć coś na magazynie. Tylko co? I ile? A zanim zapełnię w minimalnym stopniu magazyn, by magazynier i kierowca nie zabierali wyrobów ze stanowisk, muszę produkować to co się sprzedaje teraz. Piotr wiedział dobrze, że z tego co zostanie sprzedane do końca roku firma będzie żyła przez kolejnych sześć „chudych miesięcy”. Teraz dopiero Piotr docenił, jak poukładane i uporządkowane były firmy, w których pracował. Tam nie było potrzeby ponownego wynalezienia koła. Ono już tam było – należało je tylko ulepszyć, dostosować do wymagań Klientów. Piotr próbował przypominać sobie te rozwiązania, z którymi się spotkał i które skutecznie funkcjonowały. Zastanawiał się, czym mają one jakiekolwiek zastosowanie w jego obecnej sytuacji. Nakierowali go Japończycy swoim podejściem JIT – Just in Time. Jeśli będę produkował duże serie – analizował Piotr – to w ciągu miesiąca nie mam szans na wyprodukowanie wszystkich modeli. Jeżeli chcę mieć wszystkich produktów po kilka sztuk, to jak najczęściej muszę wytwarzać każdy wyrób. Codziennie każdy PW?! Wyśmieją mnie – myślał. EPE, every part every… – przypomniał sobie, w tej firmie należałoby to zmienić na skrót EPNA – every part never again. Jak zmusić pracowników rozliczanych akordowo do produkcji potrzebnego wyrobu, skoro budują to co się im najbardziej opłaca! – Piotr ciągle wynajdywał kolejne problemy, które komplikowały sytuację. Jeśli operator będzie miał tylko kilka modeli do pobrania, to jest większe prawdopodobieństwo, że rozpocznie pracę nad „potrzebnym” wyrobem. A znając operatorów – myślał – skoro właśnie skończył robić „półtorówkę”, to będzie chciał ją wziąć też jako następną. Och, takie przyzwyczajenie! Jeżeli wybór ograniczę do dwóch, trzech półproduktów w danej chwili – kwestia rozwiązana. Przed oczami stanął Piotrowi rysunek z żaglówką i kamieniami na dnie jeziora. Kolejny rysunek z obniżonym poziomem wody i napisami na wystających skałach. Piotr starał sobie przypomnieć, czym zwykle są skały: to czasy przezbrojeń, problemy z jakością, transport, zbędny ruch. Poziom wody w jeziorze – to nadprodukcja i zapasy. W myślach Piotr analizował kolejno cały proces pod kątem problemów, jakie mogą wystąpić po obniżeniu zapasów międzyoperacyjnych. Laser do cięcia blachy – krótkie przezbrojenie, odrzutów prawie wcale, o ile konstruktorzy nic nie popsuli w programie. Kolejne stanowiska to głównie spawanie, więc pewnie będzie problem jak przyjdą nowi spawacze, by zwiększyć przerób. Każdy PW jest jednak sprawdzany funkcjonalnie, więc tutaj damy radę. Transport: są 3 hale – nowa, stara i lakiernia – potrzebny będzie nowy wózek i inteligentny facet jako kierowca. Zbędny ruch! Piotr zaśmiał się głośno – tu powinni płacić akordowo kilometrówkę, a nie od produktu! Piotr już wiedział, co zmieni na produkcji, ale wciąż nie miał odpowiedzi na pytanie: co produkować? Przez przypadek natrafił na stary zeszyt z 2007 roku. Na kolejnych stronach zapisane były wszystkie operacje magazynowe – przyjęcia oraz wydania wyrobów. Magazynier był sumienny – pomyślał Piotr studiując kolejne strony. Ilości przyjęć wynosiły około pięćdziesięciu sztuk, a wydania wahały się od dwóch do pięciu sztuk. Wpisanie wszystkich danych do komputera zajęłoby wieki, a na to nie mam czasu – myślał Piotr starając się znaleźć sposób wykorzystania dziesiątek zapisanych kartek. Przeanalizował kilka z nich. Okazało się, że rozbieżności były niewielkie – ilość przyjętych i wydanych produktów była zbliżona na każdej stronie, niezależnie od typu. Jeżeli wziąłbym pod uwagę ilość zapisanych stron… Minęły ponad 3 miesiące od kiedy Piotr zawitał w firmie. Przygotowywał się do spotkania z właścicielem. Planował przedstawić mu, co zrobił:
Pod koniec sierpnia – miesiąc od zmian na produkcji – wysyłki do dystrybutorów odbywały się już systematycznie, a jakiekolwiek opóźnienia z okresu wcześniejszego zostały nadrobione. W związku z odbudowywaniem zapasu standardowych wyrobów gotowych, dział handlowy mógł rozpocząć zdobywanie kolejnych lokalnych rynków: nawiązać współpracę z nowymi dystrybutorami i sklepami. Dzięki obniżeniu zapasów międzyoperacyjnych wszystkie modele specjalne (modyfikowane na życzenie Klienta) były realizowane w ciągu 2-3 dni, bez jakiejkolwiek ingerencji ze strony Dyrektora lub Kierownika. Wprowadzenie formularza specyfikacji pozwoliło zniwelować do zera pomyłki z wytwarzaniem wyrobów na specjalne zamówienia. W zaledwie 2 miesiące od rozpoczęcia wprowadzania zmian – w październiku – wyprodukowano najwięcej produktów w ponad piętnastoletniej historii firmy. Oczywiście wzrost ten był skutkiem zatrudnienia nowych pracowników, ale także wskaźnik produkcji na zatrudnionego, który w pierwszej połowie roku 2008 wynosił około 3 sztuki na pracownika miesięcznie wzrósł ponad dwukrotnie, do ponad 7 sztuk/miesiąc. Piotr podczas spotkania z właścicielem postawił sprawę jasno – przedstawił swoje dokonania i poprosił o samodzielne zarządzanie zakładem. Nie był w stanie współpracować z dotychczasowym Dyrektorem, który za plecami Piotra podważał jego decyzje i zniechęcał ludzi. Niestety, pomimo, iż właściciel firmy był zadowolony ze zmian przeprowadzonych w zakładzie nie chciał zmieniać Dyrektora. Nie chcąc też stracić Piotra zaproponował mu pracę w innej spółce, której był właścicielem. Piotr nie przyjął oferty. Piotr, niepoprawny optymista, nauczył się w każdej sytuacji widzieć pozytywy i okazję do nauki i zdobywania doświadczenia. Teraz był pewien, że obniżenie wielkości partii produkcyjnej, „osuszenie” produkcji z WIP, a także podstawy 5S mogę zdziałać wiele. Na pytanie: co produkować, jest tylko jedna odpowiedź: to, co zamawia Klient.
|


Po ponad sześciu latach „tułaczki” po Polsce Piotr wrócił w swoje rodzinne strony. Wreszcie miał szansę przestać być „weekendowym tatusiem”. Po pracy w korporacjach w branży motoryzacyjnej i elektronicznej trafił teraz do małej firmy w branży metalowej. PW – to sztandarowy produkt tej firmy, występujący w kilkunastu wersjach, w zależności od wielkości. Piotr rozpoczął pracę na przełomie lipca i sierpnia, tuż przed okresem największej sezonowej sprzedaży.